sobota, 31 marca 2018

#27 SZCZĘŚCIE CZY FART? FERNANDO TRIAS DE BES, ALEX ROVIRA CELMA

Okres wielkanocny to dla niektórych czas wymiatania kurzów zza szafy zgodnie z ideą wiosennych porządków. Dla innych niepowtarzalna okazja, co doskonale rozumiem, aby bezkarnie napychać się makowcem i sernikiem. Istnieje także spora grupa osób, dla których Wielkanoc to wyjątkowy czas przeznaczony na rozmyślania i refleksje. Kocham sernik i wiele oddałabym za makowiec, ale dziś chciałabym się skupić na tej trzeciej grupie, która okres Wielkanocny przeznacza na rozważania i poszukiwanie siebie. A wszystko za sprawą krótkiej, ale treściwej lektury Szczęście czy fart? autorstwa Fernanda Trias de Bes i Alexa Rovira Celma. Książka absolutnie mnie oczarowała swoją prostotą, skłoniła do rozmyślań nad własnym życiem, utwierdziła w słuszności decyzji już podjętych i obudziła apetyt na więcej. W tej niepozornej, cienkiej i małej powieści kryje się ogromna siła.

Niespełna sto stron zamknięte w sztywnej oprawie. Historia w formie przypowieści podana prostym językiem. A jednak sięgnęły po nią miliony na całym świecie nadając jej tytuł bestsellera w pięćdziesięciu krajach. Gdzie zatem kryje się fenomen tego tytułu? Odpowiedź jest wręcz trywialna. Otóż zdradza sekret jak to się dzieje, że jedni cały czas mają szczęście, podczas gdy innych nieustannie spotyka pech. Od razu nadmieniam, że nie jestem zwolenniczką literatury motywacyjnej, coachingowej i tu dodaje, że być może niesłusznie. Zraziłam się po przeczytaniu kilku topowych tytułów, które zamiast poprowadzić mnie na ścieżkę motywacji i chęci do działania, sprawiły, że zboczyłam z niej będąc jeszcze na starcie. W tym przypadku również podeszłam do lektury bardzo sceptycznie, całkiem odpowiednie jest tutaj powiedzenie jak pies do jeża. Zatem ostrożnie i z duża rezerwą. Zupełnie niepotrzebnie, bo wbrew moim oczekiwaniom, owa iście baśniowa historia sprytnie przemycona między okładki tytułu Szczęście czy fart? absolutnie mnie oczarowała.



Fernando Trias de Bes i Alex Rovira Celma swój sukces zdecydowanie już osiągnęli. Jako ekonomiści, wykładowcy w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni ESADE w Barcelonie stanowią swoistą afirmację mądrości zawartych w treści lektury ich autorstwa. Prowadzą firmę konsultingową skupiającą właścicieli najbardziej znanych światowych koncernów. Można by rzec poważni goście z żyłką do biznesu. Tymczasem  panowie Trias de Bes i Rovira Celma postanawiają się swoim przepisem na szczęście i sukces podzielić wydając wspólnie książkę, ściślej mówiąc książeczkę zawierającą prawdę znaną od lat, a mianowicie, aby coś osiągnąć należy ciężko pracować. Ową znaną od zawsze prawdę, podaną w niezwykle przystępny sposób, zamykają w pięknej oprawie zwieńczonej tytułem Szczęście czy fart? przekuwając ją w kolejny sukces i sprzedając miliony egzemplarzy na całym świecie. 

Owa nieskomplikowana historia zaczyna się dość sztampowo i zwyczajnie. Pewnego dnia, ne ławce w Central Parku spotyka się po latach dwoje przyjaciół. Ot spotkanie jakich wiele. Rozmawiają. Szybko dowiadujemy się, że jeden z nich całe życie ciężko pracował, aby osiągnąć i utrzymać sukces. Drugi, choć otrzymał spadek, nie potrafił go przy sobie zatrzymać. Nigdy nie doświadczył ciężkiej pracy. Żył, czekając na kolejny łut szczęścia, który nie nadszedł. Dlaczego? To wyjaśniają nam autorzy w dalszej części książki. W losy przyjaciół wpleciona zostaje baśń, a właściwie przypowieść o rycerzach i pozornie łatwym zadaniu powierzonym przez Merlina. Na jej przykładzie w prostych słowach tłumaczą dlaczego fart nie istnieje i co należy zrobić, aby szczęście przyszło i do nas. Instruują jak od podstaw je sobie stworzyć i utrzymać. A także dlaczego to, co potocznie nazywamy fartem nie ma ze szczęściem nic wspólnego.

 
Książka Szczęście czy fart? nie jest pozycją odkrywczą, nie zawiera w sobie żadnych badań naukowych, ani skomplikowanych filozofii. To po prostu mądra opowieść praktycznie o każdym z nas. Autorzy piszą w niej o tworzeniu odpowiednich warunków dla szczęścia. Osobiście nazwałabym to karmą. Sami decydujemy kim będziemy w tej historii, czy postawimy na ciężką pracę, włożymy trud, wysiłek i cierpliwie ziarnko po ziarnku zbierzemy jej plony. Czy położymy ziarnko na ziemi, licząc, że w odpowiedniej chwili spadnie deszcz, wzejdzie słońce, zawieje wiatr, a my tylko zbierzemy owoce.
 
Natknęłam się na wiele opinii, jakoby historia zawarta w przytoczonym powyżej tytule, była banalna. Zgodzę się z tym. Ona jest prosta i taka właśnie ma być. Dostępna dla każdego, użyteczna, pouczająca. Ma motywować do działania. Pozwalać spojrzeć na świat z zupełnie innego punktu widzenia. Autorzy doskonale wiedzą, że proste prawdy zapadają najbardziej w pamięć. Taką książkę stworzyli. Czyta się ją szybko, pamięta długo i często do niej wraca. To historia, którą łatwo zapamiętać i przytoczyć innym, przekazując tym samym receptę na szczęście.

 
Dla mnie spotkanie z tą lekturą to przede wszystkim ogromny zastrzyk motywacyjny. Prawda, jak wspominałam, znana mi od dawna, a jednak warta odświeżenia, przypomnienia co jakiś czas i potwierdzenia, że droga która podążam jest właściwa. To również skarbnica inspirujących sentencji oraz genialny pomysł na niezobowiązujący prezent, kiedy chcemy komuś podarować coś małego ale inspirującego i wartościowego, co zapamięta na długo, a być może stwarzając odpowiednie warunki, przekuje w swój osobisty sukces.

3 komentarze:

  1. Sama podchodzę z rezerwą do tematyki motywacyjnej. Ale jeśli Ty poczułaś, że nie jest to typowo taki tytuł, to chyba i sama sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za takimi motywacyjnymi poradnikowymi książkami. Ale Twoja recenzja mnie zainteresowała, chyba sięgnę po tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet wiem komu na prezent kupie ;)

    OdpowiedzUsuń