piątek, 10 marca 2017

#18 ZIMA, KARL OVE KNAUSGARD



Za oknem powoli zaczyna się gościć wiosna, a ja przychodzę do Was z Zimą, czyli kolejną częścią cyklu autorstwa Karla Ove Knausgarda. Muszę przyznać, że bardzo chciałam tę książkę przeczytać i dopóki nie wpadła w moje czytelnicze łapki, bardzo byłam ciekawa jak owa część się ma do poprzedniej Jesieni, która absolutnie mnie oczarowała. Z ogromną radością i spokojem mogę dziś powiedzieć, że absolutnie się nie zawiodłam. Knausgard po raz kolejny zabrał mnie w niesamowitą literacką podróż wypełnioną filozoficznym rozważaniami nad życiem, istnieniem ludzi, świata, a w zasadzie wszystkiego, co nas otacza. Bo Knausgard wykracza poza schematy, przekracza granice, a wszystko to czyni z wyczuciem. Podobnie jak w pierwszej części cyklu, Jesieni, autor zawiera listy, myśli, nauki kierowane do wciąż nienarodzonej córki, choć tym razem nie trudno wyczuć, iż moment przyjścia na świat długo wyczekiwanej istotki zbliża się wielkimi krokami.

Czytając Zimę, można odnieść wrażenie, iż tym razem autor zdecydowanie większą część książki poświęca zachwytom nad naturą i ludzkim ciałem. Wrażenie to jest absolutnie słuszne. Otóż Knausgard z ogromną fascynacją, ale też z zainteresowaniem, szacunkiem i uznaniem opowiada o ludzkim ciele oraz procesach zachodzących w przyrodzie. Znajdziemy tu zatem rozważania dotyczące tematów takich jak księżyc, jaźń, mózg, atomy czy małpy wodne i ewolucja istoty ludzkiej. Przedstawia nam także sylwetki znajomych, osób ze swojego otoczenia, zwracając szczególną uwagę na ich cechy zewnętrzne i sposób zachowania. Wszystko to w znajomym już z Jesieni stylu i z tą samą skandynawską szczerością. 



Lektura dzieła tego skandynawskie pisarza, ponownie wprawiła mnie w zadumę nad pięknem otaczającego nas świata. Mój mózg raz jeszcze został postawiony do pionu od pierwszej do ostatniej strony, cały czas na najwyższych obrotach. Powtórnie mogę stwierdzić, iż czytając ten cykl, odpoczęłam, wyciszyłam się. Bo autor zachwyca słowem, w sposób prosty i niewymuszony przedstawia pozornie znajomy nam świat na nowo. Prezentuje nowe spojrzenie, inną perspektywę. Po raz kolejny udowadnia, że przedmioty i procesy, obok których codziennie przechodzimy obojętni, są niezwykłe i fascynujące. Cały czas uczę się od Knausgarda, że warto zwolnić, poświęcić czas na myślenie, rozważanie.


Zima poza rozważaniami autora zawiera także niezwykłe ilustracje autorstwa Larsa Lerina. Warto się nad nimi zatrzymać. Przyjrzeć każdej z nich, być może przy odpowiednim skupieniu i perspektywie uda się Wam zobaczyć coś więcej. Niezwykle trafnie i dobitnie obrazują tę porę roku jako czas oczekiwania, gdy wszystko zasypia, wycisza się i oczekuje na przyjście nowego. W czasie zimy natura wstrzymuje oddech, jednocześnie odpoczywa i pozostaje w gotowości aby w odpowiednim momencie znowu się obudzić. To wszystko zawiera w swoich ilustracjach Lerin. Dodam tylko, że bardzo lubię ten zimowy czas, gdyż jest dla mnie swoistym wstępem do wiosny, a ta zawsze przynosi oddech i zmiany.

Książka ponownie obudziła we mnie apetyt na kolejne części serii. Wiosnę, która już niebawem w księgarniach, kupię w ciemno, bo autor po raz drugi mnie zachwycił. Zaufałam mu i absolutnie mnie nie zawiódł. Pokazał mi zupełnie nowe horyzonty. Ponownie zawstydził, udowadniając, że wciąż zbyt mało czasu poświęcam na kontemplowanie otaczającego mnie świata. Tym samym obudził we mnie badacza, obserwatora, myśliciela, filozofa. Jego dotychczasowa twórczość, ta z którą do tej pory miałam przyjemność się zapoznać, sprawiła, że po raz kolejny zapragnęłam żyć wolniej i widzieć więcej. Bo taki jest właśnie ten cykl Knausgarda.


Przyznam szczerze, że ostatnia strona Zimy, z resztą podobnie jak poprzedniej części cyklu, wzbudziła we mnie ogromny smutek, że to już koniec. Nagle pojawiła się swego rodzaju literacka pustka, musiało upłynąć trochę czasu nim zastąpiłam ją inną lekturą. Być może spowodowane było to niezwykłością i pięknem świata, do jakiego zabiera nas ten norweski pisarz. Ciężko z niego tak po prostu wyjść i wrócić do szarej codzienności. Z drugiej strony, a może właśnie o to tu chodzi, autor kończy swoje rozważania i przychodzi czas, abyśmy to my za pomocą zmysłów posiadanych od zawsze nauczyli się czuć, słyszeć i widzieć więcej. Dzięki temu świat, jaki przedstawia nam Knausgard, zostanie z nami na co dzień i nie będziemy musieli go opuszczać. Bo przecież on istnieje, tylko potrzeba czasu, aby go zobaczyć. Miejmy w końcu odwagę się zatrzymać, wykraczać poza schematy i granicę. Żyć wolniej i doświadczać więcej. Tak naprawdę wszystko zależy od nas.

11 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, i nigdy nie podchodziłam do czytatania w taki sposób, ale chęć "kontemplowania natury" i Twoja pozytywna recenzja sprawia że z przyjemnością sięgnę po tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo ciekawie. Fajnie ułożyłaś tę kompozycję do zdjęć, czuć zimowy klimat!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm listy i takie opowiesci, brzmi to ciekawie, fajny pomysł autora. Cos nowego. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że Skandynawia podbija świat ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tematyka jest mi obca, ale z tego co piszesz wydaję się naprawdę ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy pomysł na serię, myślę, że gdyby naszło mnie na skandynawskie klimaty, chętnie zmierzyłabym się z tym autorem. Zaskakuje mnie, że w takich książkach pojawiają się ilustracje - bardzo ciekawy zabieg. Ale już okładka zwiastuje, że kryje się w tej książce coś niezwykłego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją!
    Nie słyszałam jeszcze o tej serii, a wydaje się być interesująca.
    Pozdrawiam,
    Joannavi

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiłaś mnie recenzją, lubię skandynawski styl pisania:)Lubie książki, które pobudzają do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi zachęcająco. Piękne zdjęcia!
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten cykl jest cudowny! Jego pojawienie się w księgarniach zbiegło się z narodzinami mojej córki i cieszę się, że mogę czytać Knausgarda właśnie w takich okolicznościach, bo pojawienie się dziecka zmienia sposób postrzegania świata. Jego opisy są fantastyczne - taki świat (różnorodny, czasami szorstki, ale prosty i fascynujący) chcę pokazać moim dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdy patrze na to zdjęcie, które zdobi Twój wpis, mam ochote otulić sie takim kocem, zaparzyć herbatykę i czytać, choćby o zimie... Kalendarz probuje mi wmowić, że juz wiosna, ale za oknem nadal jakoś tak szaro. Tytuł, o którym piszesz byc może nada się na te wiosenno-nie-wiosenne wieczory. Pozdrawiam Konceptualnik konceptualnik.blogspot.com i zapraszam do obserwacji :) będe zaglądać

    OdpowiedzUsuń